Dzisiaj byliśmy w końcu odebrać mój prezent na Boże Narodzenie, czyli przelot szybowcem.
Pojechaliśmy na lotnisko w Przasnyszu ok 80 km na północ od W-wy. Lotnisko jest też bazą dla skoczków. Przyponiało mi się jak skakałem w Chrcynnem na moim kawalerskim.
Po dłuższym czekaniu na przelot w końcu moja kolej. Wsiadłem ze spadochronem na grzbiecie i zapiąłem pasy w ciasnej kabinie. Pilot poprosił żebym mu włączył radio oraz zabronił dotykać czerwonych gałek przy 'szybie'. Wg oznaczenia była to katapulta właśni naszej osłony.
W trakcie startu poczułem przez chwilę śmieszne uczucie, jak by na moment stan nieważkości, który naturalnie mnie przeraża, ale widocznie niektórzy mają coś z błędnikiem i kręcą ich takie rzeczy. Na pewno tak mają Ci skoczkowie. Pilot mój twierdzi że blednik można nauczyć. Spytałem go czy wszyscy się przyzwyczjają po tym jak zrobił mi atrakcje w postaci najpierw nurkowania a potem szybkiego wzbicia w górę.
Pomyślałem sobie że może zrobię kurs na szybowce. Albo nawet i na samolot. trzeba mieć jakieś zajęcie w życiu. Na razie poćwiczę na MS Flight Simulatorze i zobaczę czy mnie to kręci. :-)
Podobno szybowcowych pilotów jest mało bo wszyscy latają samolotami. Jest więc jakaś szansa.
Pilot powiedział mi też że kursani nie lubią turystów. Fakt koleś na swój lot szkoleniowy czekał chyba pół dnia, bo co chwila komercja się ładowała przed niego. Dziwne że tu nie mają jakiegoś systemu rezerwacji (nawet słownej).
W trakcie lotu bardoz przyjemne widoki i spokojnie. Pomyślałem, że wrażenia podobne do paralotni ale 'bezpieczniej'. ..
niedziela, 10 sierpnia 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)