Wczorajsza kolacja przyjemnie – zamówiłem indyjskie jedzenie, właściciel Guesthouse zaproponował mi kieliszek wina – było bardzo dobre, do tego puściłem sobie muzykę barokową i relaks. W takich warunkach można nie zauważyć że się jest w Afryce – w telewizji reklama Danone Activa.
Uruchomiłem ogrzewanie, przykryłem się dodatkową kołdrą i było znacznie lepiej. Będę jednak unikał jedzenia mięsa wieczorem bo jeszcze cały następny dzień czułem się najedzony.
Przy śniadaniu Zauważyłem, że jogurt który mi podano jest Hallal (czyli ‘koszerny’ dla muzułmanów).
Poznałem hindusa z Bangalore, który pracuje tu na uczelni z ramienia innej firmy. Śmieszny koleś. Jutro pewno pojedziemy z nim gdzieś zjeść po południu, gdyż on ma samochód wypożyczony przez uczelnię i GPS który dostał od kierownika projektu. Ma też jedną zaletę, której ja nie posiadam – potrafi prowadzić bo lewej stronie drogi Może spróbuję, tu jeżdżą bardziej zgodnie z przepisami niż na Bali gdzie byliśmy w podróży poślubnej (o czym opowiem w innym poście).
Wrażenia z przejazdu po centrum wieczorem – na ulicach nie ma białych. Ani jednego. To chyba jest to ‘ghost cities’ o czym czytałem w przewodniku. Dziś poruszyłem w rozmowie z gospodarzami z uczelni problem odgradzania się białych wysokimi murami i czy to jest konieczne w tej okolicy. Odpowiedzi były zdecydowanie na tak, ale pytani o argumenty odpowiadali różnie. Jeden mówił, że jak sąsiad ma 1,5 m płot, to Ty chesz mieć 2,5m, w końcu jak przyjdą żeby Cię obrabować, związać i zgwałcić to wybiorą najniższy płot na ulicy.
Znowu usłyszałem przedrzeźnianie ‘maid’ przez jednego z gospodarzy…
Przy obiedzie z pracownikami uczelni powiedziałem, że chciałbym odwiedzić Soweto i biali pracownicy zwrócili się do siedzących obok siebie czarnych pracowników przy naszym stole z pytaniem czy poniedziałek będzie dobrym dniem na taką wycieczkę. Okazuje się że poniedziałek to święto młodzieży, na cześć wydarzeń w 1976r kiedy próbowano siłą wprowadzić język Afrikaans do szkół, na co czarna młodzież właśnie z dzielnicy Soweto zaczeła pokojowy protest, który został ostrzelany przez policję. Zdjęcie zabitego chłopca niesionego przez kolegę obiegło wówczas cały Świat. Jego imię nosi muzeum w Soweto, które mam zamiar odwiedzić. Dalej rozmowy potoczyły się w stronę biznesu, nasza gospodyni zaczęła mówić o tym jak kiedyś miała swój biznes w bardzo dobrze sprecyzowanej niszy. Robiła kursy komputerowe dla kobiet, które kiedyś pracowały używając maszyn do pisania, potem zajęły się wychowywaniem dzieci, a kiedy chciały wrócić do pracy była już era pecetów. Mówiła że jej kursy były znacznie bardziej przystępne niż ówczesne kursy Microsoftu. Potem rozszerzyła działalność na szefów firm, w których sekretarki przychodziły na kursy w ciągu dnia, a szefowie którzy jeszcze mniej potrafili się posługiwać komputerami przychodzili późnymi wieczorami, żeby nikt ich nie widział. Następnie ludzie zaczęli jej przynosić komputery do naprawy i tak jej dom coraz bardziej zamieniał się w firmę. Gdy chciała zaanektować drugą sypialnię na magazyn komputerów, jej mąż stanowczo zaprotestował. Mniej więcej w tym czasie córeczka wyłączyła jej komputer podczas rozmowy z klientem, żeby wreszcie zwróciła na nią uwagę. Po tych i innych wydarzeniach (pojawienie się konkurencji) postanowiła skończyć z biznesem i trafiła na uczelnię gdzie pracuje się od 8 do 15. Rozmowy o biznesie podchwycili też jej czarni koledzy, z których jeden opowiadał o swoim koledze który robi biznes w transporcie towarów z kopalni. Mówił że sam potrzebuje kilku tysięcy dolarów żeby zacząć podobny biznes. Potem odeszliśmy od stołu i zacząłem go pytać z ciekawości o te pomysły o tym jakie są możliwości w RPA, o tym jakie ma możliwości zdobycia kapitału tu i na rynku międzynarodowym. Z pewnością okazji do zarobienia w RPA obecnie nie brakuje, trzeba tylko zacząć od czegoś prostego i ‘build from that’. Potem zaoferował mi kontakt do swojego kolegi, który mógłby nas obwieźć po Soweto. Zbiegiem okoliczności, przewodnik ten okazał się tym samym, którego polecił mi człowiek, który przywiózł mnie z lotniska do Guest House. Okazało się że zna gospodarzy.
Jutro muszę jeszcze trochę popracować na uczelni, a potem wybierzemy się do centrum handlowego, żeby zobaczyć RPA od strony życia poza wysokimi płotami ;-)
Uruchomiłem ogrzewanie, przykryłem się dodatkową kołdrą i było znacznie lepiej. Będę jednak unikał jedzenia mięsa wieczorem bo jeszcze cały następny dzień czułem się najedzony.
Przy śniadaniu Zauważyłem, że jogurt który mi podano jest Hallal (czyli ‘koszerny’ dla muzułmanów).
Poznałem hindusa z Bangalore, który pracuje tu na uczelni z ramienia innej firmy. Śmieszny koleś. Jutro pewno pojedziemy z nim gdzieś zjeść po południu, gdyż on ma samochód wypożyczony przez uczelnię i GPS który dostał od kierownika projektu. Ma też jedną zaletę, której ja nie posiadam – potrafi prowadzić bo lewej stronie drogi Może spróbuję, tu jeżdżą bardziej zgodnie z przepisami niż na Bali gdzie byliśmy w podróży poślubnej (o czym opowiem w innym poście).
Wrażenia z przejazdu po centrum wieczorem – na ulicach nie ma białych. Ani jednego. To chyba jest to ‘ghost cities’ o czym czytałem w przewodniku. Dziś poruszyłem w rozmowie z gospodarzami z uczelni problem odgradzania się białych wysokimi murami i czy to jest konieczne w tej okolicy. Odpowiedzi były zdecydowanie na tak, ale pytani o argumenty odpowiadali różnie. Jeden mówił, że jak sąsiad ma 1,5 m płot, to Ty chesz mieć 2,5m, w końcu jak przyjdą żeby Cię obrabować, związać i zgwałcić to wybiorą najniższy płot na ulicy.
Znowu usłyszałem przedrzeźnianie ‘maid’ przez jednego z gospodarzy…
Przy obiedzie z pracownikami uczelni powiedziałem, że chciałbym odwiedzić Soweto i biali pracownicy zwrócili się do siedzących obok siebie czarnych pracowników przy naszym stole z pytaniem czy poniedziałek będzie dobrym dniem na taką wycieczkę. Okazuje się że poniedziałek to święto młodzieży, na cześć wydarzeń w 1976r kiedy próbowano siłą wprowadzić język Afrikaans do szkół, na co czarna młodzież właśnie z dzielnicy Soweto zaczeła pokojowy protest, który został ostrzelany przez policję. Zdjęcie zabitego chłopca niesionego przez kolegę obiegło wówczas cały Świat. Jego imię nosi muzeum w Soweto, które mam zamiar odwiedzić. Dalej rozmowy potoczyły się w stronę biznesu, nasza gospodyni zaczęła mówić o tym jak kiedyś miała swój biznes w bardzo dobrze sprecyzowanej niszy. Robiła kursy komputerowe dla kobiet, które kiedyś pracowały używając maszyn do pisania, potem zajęły się wychowywaniem dzieci, a kiedy chciały wrócić do pracy była już era pecetów. Mówiła że jej kursy były znacznie bardziej przystępne niż ówczesne kursy Microsoftu. Potem rozszerzyła działalność na szefów firm, w których sekretarki przychodziły na kursy w ciągu dnia, a szefowie którzy jeszcze mniej potrafili się posługiwać komputerami przychodzili późnymi wieczorami, żeby nikt ich nie widział. Następnie ludzie zaczęli jej przynosić komputery do naprawy i tak jej dom coraz bardziej zamieniał się w firmę. Gdy chciała zaanektować drugą sypialnię na magazyn komputerów, jej mąż stanowczo zaprotestował. Mniej więcej w tym czasie córeczka wyłączyła jej komputer podczas rozmowy z klientem, żeby wreszcie zwróciła na nią uwagę. Po tych i innych wydarzeniach (pojawienie się konkurencji) postanowiła skończyć z biznesem i trafiła na uczelnię gdzie pracuje się od 8 do 15. Rozmowy o biznesie podchwycili też jej czarni koledzy, z których jeden opowiadał o swoim koledze który robi biznes w transporcie towarów z kopalni. Mówił że sam potrzebuje kilku tysięcy dolarów żeby zacząć podobny biznes. Potem odeszliśmy od stołu i zacząłem go pytać z ciekawości o te pomysły o tym jakie są możliwości w RPA, o tym jakie ma możliwości zdobycia kapitału tu i na rynku międzynarodowym. Z pewnością okazji do zarobienia w RPA obecnie nie brakuje, trzeba tylko zacząć od czegoś prostego i ‘build from that’. Potem zaoferował mi kontakt do swojego kolegi, który mógłby nas obwieźć po Soweto. Zbiegiem okoliczności, przewodnik ten okazał się tym samym, którego polecił mi człowiek, który przywiózł mnie z lotniska do Guest House. Okazało się że zna gospodarzy.
Jutro muszę jeszcze trochę popracować na uczelni, a potem wybierzemy się do centrum handlowego, żeby zobaczyć RPA od strony życia poza wysokimi płotami ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz